Jestem stąd...

Od zawsze i na zawsze związany z Ziemią Leżajską i Podkarpaciem...

Read more

Dla Polski, dla Podkarpacia

Urodziłem się w epoce ograniczonej suwerenności Polski ...

Read more

Konsekwencja i upór...

Jestem z 4 października 1963 roku, spod znaku wagi, a ten zodiakalny stygmat narzuca dążenie do równowagi, bezstronności i sprawiedliwości...

Read more

Doświadczenie...

Uczyłem się i zdobywałem doświadczenie od sprawowania urzędu wójta, potem mandatu posła, potem urzędu starosty i znów posła.

Read more

Rozmowa ze Zbigniewem Rynasiewiczem – posłem Platformy Obywatelskiej z Podkarpacia, szefem Sejmowej Komisji Infrastruktury, przewodniczącym podkarpackich struktur PO

- Mówi się, że gdyby nie Pan – szef Sejmowej Komisji Infrastruktury, w województwie podkarpackim nie budowałoby się autostrady A4.

- Bez przesady. Jeden człowiek nie decyduje o inwestycji, której koszt wynosi 10 miliardów złotych. 

- Ale gdy jeszcze niedawno, bo raptem pięć lat temu, mówiło się o budowie autostrady A4, to najwięksi optymiści uważali, że sukcesem będzie, jeśli do roku 2015 dotrze ona z Krakowa do Tarnowa.

- Widocznie za mało było w nich optymizmu.

- To oczywiście żart. A jak było naprawdę?

- Po przejęciu rządów w 2007 roku strategią Platformy Obywatelskiej dla Polski, mówię to zwykłym językiem, a nie językiem dokumentu, stał się permanentny rozwój i jeszcze raz rozwój. A skoro rozwój, to jego fundamentem, co oczywiste, jest zbudowanie infrastruktury. Przede wszystkim infrastruktury komunikacyjnej, bo pod tym względem Polska była bardzo zapóźniona także w stosunku do naszych najbliższych unijnych sąsiadów z południa. Efektem tego zapóźnienia, czyli braku infrastruktury, było między innymi, o czym dziś mało kto pamięta, przegrywanie na rzecz Czech i Słowacji, także Węgier, bardzo cennych w kontekście rynku pracy i przemysłu nowoczesnych technologii, inwestycji koncernów motoryzacyjnych. Taka sytuacja, stawiająca nas ze względu na brak infrastruktury na z góry przegranej pozycji, nie mogła trwać. Musieliśmy doprowadzić do zmiany.

- Gdy Platforma przejęła władze został Pan szefem Sejmowej Komisji Infrastruktury. Od razu lobbował Pan za tym, by autostrada A4 prowadzona z zachodu na wschód nie kończyła się w Tarnowie, tylko na naszej wschodniej granicy, która jest wschodnią granicą Unii Europejskiej, a także granicą Polski i granicą województwa podkarpackiego z Ukrainą?

- To oczywiste. Argumentowałem, że budowania autostrady z końcowym przystankiem w Tarnowie to bezsens, skoro 150 kilometrów dalej jest wschodnia granicy Unii Europejskiej, a A4 była na liście Transeuropejskiej Sieci Transportowej Unii Europejskiej. Argumentów była dużo, między innymi i taki, że zakończenie autostrady w Tarnowie z góry skazuje Podkarpacie i Rzeszów na opóźnienie w rozwoju, bo przecież każdy inwestor, którego się namawiało, by u nas inwestował, patrzył na mapę i pierwsze, co mówił, to że nie ma do nas jak dojechać, bo nie ma autostrady. Nie ukrywam natomiast, że bardzo mi zależało, by A4 była finansowana z budżetu Unii na lata 2007-2013.

- Dlaczego?

- Ponieważ inwestycje finansowane przez Unię nie mogą przez 5 lat prowadzić działalności komercyjnej, a to po prosu oznacza, że przez 5 lat po oddaniu do użytku autostrady będziemy po niej jeździć za darmo. Równoległa do naszej autostrada A2, będzie od Warszawy do wschodniej granicy Polski budowana już w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, a to oznacza, że po jej uruchomieniu od razu będzie płatna.    

- Kilka dni temu rozpoczęła się kampania wyborcza. Platforma Obywatelska wystartowała w niej z hasłem „Polska w budowie” i to hasło natychmiast wywołało skomasowany atak opozycji.

- Dziwi się Pan? Za naszych rządów cała Polska jest jednym wielkim placem budowy. Wielu z tych inwestycji zwykły śmiertelnik nie widzi, bo tak, jak autostrada, są one budowane poza zasięgiem jego wzroku, w szczerym polu, na peryferiach miast. Za naszych rządów rozpoczęły się wielkie remonty linii kolejowych, budowanie sieci szerokopasmowego Internetu, także stadionów na Euro 2012. Pamięta pan, kiedy pierwszy raz media, szczególnie telewizja, pokazały, że stadiony jednak się buduje?

- Gdy wykonawca spartaczył schody na Stadionie Narodowym.

- No właśnie. Media dopiero wtedy zauważają, że w Polsce coś się buduje, gdy na tej budowie jest jakiś wypadek albo fuszerka. Udostępnieniu publiczności naprawdę pięknego stadionu na Euro 2012 w Gdańsku poświęcono w telewizyjnych serwisach informacyjnych co najwyżej półminutowe wzmianki. Ale o spartaczeniu schodów lamentowano kilka dni. Tak samo się nie widzi budowy autostrad. Dopiero, gdy jakiś wykonawca coś spartaczy i termin oddania autostrady do użytku staje się zagrożony, autostrada pojawia się w mediach.

- Wierzy Pan, że podkarpackim odcinkiem autostrady A4 da się pojechać na mecze mistrzostw Europy na Ukrainę?

- Odpowiem pytaniem – dla kogo budujemy tę autostradę? Dla siebie i kilku naszych następnych pokoleń, czy dla kilkudziesięciu tysięcy kibiców, którzy, w co za bardzo nie wierzę, przejadą się nią na mecze do Lwowa, może Kijowa?

- Dlaczego Pan w to nie wierzy?

- Ponieważ samoloty czarterowe są szybsze i tańsze. Uważam więc, że budujemy tę autostradę dla nas i dla następnych pokoleń, by służyła rozwojowi naszego regionu. I dlatego dla mnie najważniejsza jest jej jakość. Ubiegłoroczna powódź i tegoroczny „lipcopad” poważnie zagroziły reżimom technologicznym przy jej budowie. Ale może damy już spokój autostradzie – jest budowana, są na nią pieniądze i nic już nie powstrzyma tej inwestycji.

- Podobnie jak remontu linii kolejowej Kraków-Rzeszów-Przemyśl?

- Też. Jest remontowana zgodnie z harmonogramem, w 2014 roku będziemy nią jeździć do Krakowa z prędkością 160 kilometrów na godzinę, czyli podróż będzie trwała godzinę z niewielkim „haczykiem”. Ale o tym się prawie nie mówi, natomiast cały czas słyszę, że pociągi jeżdżą coraz dłużej. Jeśli na wielu newralgicznych liniach kolejowych w Polsce trwają ich remonty, a linii nie wyłącza się z eksploatacji, to przecież jest rzeczą zrozumiałą, że pociągi musza jeździć wolniej.

- Nie zaskoczył Pana atak opozycji na hasło wyborcze Platformy?

- Nie. Widać w nim z trudem ukrywaną wściekłość, że Platforma może się poszczycić swoimi dokonaniami w modernizowaniu Polski. A skoro nic albo niewiele zrobiło się w tej kwestii, gdy samemu miało się władzę i rządziło, to rzecz zrozumiała, że opozycja będzie robiła wszystko, by nasze dokonania zdezawuować. Bo to, co my robimy, wykazuje bezradność i miałkość poprzednich rządów.

- Elżbieta Bieńkowską – szefowa Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, którą zaprosił Pan do Rzeszowa kilka tygodni temu na spotkanie z samorządowcami Podkarpacia, powiedziała, że pieniądze z budżetu Unii na lata 2007-2013 praktycznie już się wyczerpały, zostały tylko pewne oszczędności, z  których być może otrzyma pieniądze Krosno na budowę swojej obwodnicy. Co nas czeka w budżecie Unii na lata 2014-2020?

- Wtedy będziemy mieć już autostradę, nowoczesny terminal na lotnisku w Jasionce, sieć szerokopasmowego internetu, zbliżający się do końca remont linii kolejowej Kraków-Rzeszów-Przemyśl. Będziemy już więc mieli solidne fundamenty pod dalszy rozwój regionu.

- Jak według Pana powinien ten rozwój przebiegać?

- Ja uważam, że trzeba inwestować w Rzeszów, aby był lokomotywą rozwoju całego regionu. Ale nie tylko w Rzeszów. Jego partnerami w tym rozwoju muszą być byłe miasta wojewódzkie – Krosno, Przemyśl, Tarnobrzeg, ale także Mielec i Stalowa Wola. Jeśli przestudiujemy dane statystyczne dotyczące produkcji sprzedanej podkarpackiego przemysłu, to się okazuje, że bazą gospodarczą Podkarpacia, poza Rzeszowem oczywiście, jest półksiężyc, który tworzą powiaty: krośnieński, jasielski, dębicki, mielecki, tarnobrzeski i stalowowolski.  Te same dane ukazują, że powiat mielecki, a de facto Mielec ze swoją specjalną strefą ekonomiczna, to najmocniejszy gospodarczo ośrodek naszego województwa. Pod względem wartości produkcji sprzedanej przemysłu powiat mielecki jeszcze w roku 2010 wyprzedzał Rzeszów i powiat rzeszowski. I pomyśleć, że jeszcze kilkanaście lat temu Mielec i cały powiat, ze względu na przestarzałą monokulturę jego przemysłu, skazywano na gospodarczą śmierć.

- Okazuje się także, jak jedna mądra decyzja – o utworzeniu strefy ekonomicznej, może w ciągu kilkunastu lat zmienić sytuację gospodarczą wcale niemałego miasta i regionu.  

- I decyzja, i profesjonalna kadra, która tę decyzję wciela w życie. Tego wszyscy możemy Mielcowi pozazdrościć.  Ale to także wskazówka, co jest dźwignią rozwoju. Są nią strefy technologiczne, które musimy rozwijać wszędzie, gdzie się tylko da. W całej Europie takie strefy się sprawdzają. Musimy mieć wizję i być w jej realizowaniu konsekwentni. Mielec był kilkanaście lat temu skazywany na zagładę, a teraz kwitnie. WSK Rzeszów podobnie, ale jej dyrektor, Marek Darecki, miał wizję „Doliny Lotniczej”, z której to wizji sobie swego czasu pokpiwano. Dzięki konsekwencji i niezłomnemu lobbingowi dyrektora Dareckiego na rzecz Doliny Lotniczej mamy dziś w regionie już kilkadziesiąt firm z tej branży i świetne perspektywy rozwojowe z nią związane.

- Uciekł Pan od pytania, co nas czeka w budżecie unijnym na lata 2014-2020.

- Nie uciekłem, tylko, jak mówi mój znajomy, „udałem się na daleką dygresję”. No więc w tym budżecie będą nadal bardzo duże środki na rozwój regionalny, na pewno utrzymany zostanie program Rozwój Polski Wschodniej. Co za tym idzie nadal będziemy mieć pieniądze na rozwój, w tym na dziedziny, o których dotychczas nie mówiłem, czyli na naukę i badania. W latach 2007-2013 podkarpackie uczelnie otrzymały w sumie kilkaset milionów złotych, rozwijały się i rozwijają w błyskawicznym tempie. Przed nimi rzecz najważniejsza – efektywne powiązanie badań naukowych i ich efektów z przemysłem. 

- Rzeszów, jak Pan mówi - lokomotywa rozwoju regionu, będzie miał trzy węzły autostradowe, nowoczesny terminal na lotnisku, szybką linię kolejową, czyli wszystkie warunki ku temu, by ludzie z Polski i ze świata mogli do nas przyjeżdżać. Rzecz w tym, by chcieli. Przydałby się człowiek…

- … z wizją stworzenia z Rzeszowa prężnego ośrodka kultury. To miał pan na myśli?

- Tak. 

- Ja też o tym myślę. O Wrocławiu, Gdyni jest głośno nie dlatego, że mają strefy ekonomiczne, prężny i nowoczesny przemysł. Jest głośno z racji wysokiego poziomu życia kulturalnego. Tego nam brakuje. Ale mam nadzieję, że skoro mamy ludzi z wizją w  branżach przemysłowych, znajdzie się ktoś taki także w sferze kultury. 

facebook nk

   Bądź na bieżąco...

Biuro Poselskie Posła Zbigniewa Rynasiewicza w Leżajsku

ul. Mickiewicza 18, 37-300 Leżajsk

tel. (17) 242-70-22

kom. 722 397 448 

fax (17) 242-70-22

e-mail:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Biuro czynne od poniedziałku do piątku w godzinach od 9.00 do 16.00